wtorek, 25 marca 2014
Sorry
Przepraszam, że nie było wczoraj rozdziału, ale byłam trochę zajęta, to była jednorazowa wpadka 😁
poniedziałek, 17 marca 2014
Rozdział 11
JEŚLI CHCECIE BYĆ INFORMOWANI TO POD TYM POSTEM DODAJCIE SWOJE TWITTEROWE NAZWY. CHOCIAŻ TAK WŁAŚCIWIE TO NIE WIEM PO CO MAM WAS INFORMOWAĆ SKORO ROZDZIAŁY ZAWSZE POJAWIAJĄ SIĘ W PONIEDZIAŁKI.
- Nie ma mowy! - Powiedział Luke kiedy po raz setny poprosiłam go o przejażdżkę na kolejce górskiej.
- Nie ma mowy! - Powiedział Luke kiedy po raz setny poprosiłam go o przejażdżkę na kolejce górskiej.
- No proooszę. Będę cię trzymać za rękę, żebyś się nie bał. - Przekonywałam, ale starszy bliźniak nawet nie chciał mnie słuchać.
- Ja z tobą pojadę. - Zaproponował Daniel a wszyscy popatrzyli na niego zdziwieni łącznie ze maną. Reszta chłopaków też nie była chętna do jazdy na tym potworze więc powiedziałam, żeby na nas nie czekali i poszli dalej.
To była największa kolejka jaką w życiu widziałam. Usiadłam na jednym z foteli i zapięłam pasy bezpieczeństwa oraz opuściłam metalową rurę, która miała chronić przed spadnięciem jakbyśmy przypadkiem jechali do góry nogami.
Kolejka ruszyła i zaczęła powoli wjeżdżać na górę.
Spojrzałam w dół. Byliśmy już dosyć wysoko, ale nadal jechaliśmy aż w końcu zatrzymaliśmy się na szczycie. Zaraz mieliśmy zjechać.
- Gotowa? - Zapytał Skip a ja podekscytowana pokiwałam głową.
- Chyba tak. - Chłopak złapał mnie za rękę w geście pocieszenia a ja uśmiechnęłam się do niego i właśnie wtedy wagony ruszyły.
Jechaliśmy z zawrotną prędkością a ja śmiałam się i krzyczałam w tym samym czasie. Nie wiem jak wyjaśnić to uczucie, ale byłam jednocześnie przerażona i szczęśliwa.
Wszystko zakończyło się jak dla mnie zbyt szybko.
Wszystko zakończyło się jak dla mnie zbyt szybko.
- I co, podobało ci się? - Zapytałam Skipa a on słabo pokiwał głową. Był blady, chyba przejażdżka nie przypadła mu do gustu.
Poszliśmy dalej mijając różne budki z watą cukrową i najróżniejszymi zabawkami do wygrania.
- Ej, zakład, że wygram tą dużą, różową małpę? - Wskazałam na pluszaka, który wisiał na sznurku przy jednym ze stoisk.
- Ok. - Daniel zaśmiał się i razem podeszliśmy do faceta, stojącego za ladą.
- Zasady są proste, strącisz wszystkie puszki wygrywasz nagrodę główną. - Skip zapłacił za moje trzy strzały i zaczęliśmy grę.
Mój ojciec nauczył mnie wygrywać takie gry. Wystarczy mocno uderzyć by strącić przyklejone do siebie puszki.
Pierwsza piłka przeleciała obok głowy faceta, który nas obsłużył, odbiła się od ściany i trafiłaby Daniela prosto w twarz gdyby ten nie uchylił się przed rozpędzoną piłeczką.
- Jesteś pewna, że wiesz co robisz?
- Jasne, jestem w tym mistrzem. - Odparłam przymierzając się do drugiego strzału.
- Tylko spróbuj tym razem trafić w puszki i nas przy tym nie pozabijać. - Popatrzyłam na chłopaka groźnie a on robił minę niewiniątka.
- Uważaj co mówisz bo następnym razem nie trafię specjalnie. - Ostrzegłam nastolatka a on uśmiechnął się przymilnie.
Zamachnęłam się mocno i z całej siły pchnęłam piłkę w stronę sześciu postawionych na sobie pustych puszek. Tym razem trafiłam i strąciłam je wszystkie.
Facet zza lady i Skip przypatrywali mi się z otwartymi ustami a ja zadowolona wzięłam różową zabawkę i poszłam dalej.
Zanim znaleźliśmy resztę chłopaków minęło z pół godziny. Zauważyliśmy ich kiedy wychodzili z wielkiej karuzeli.
- Hej, jak się bawiliście? - Zapytałam i podeszłam do Beau'a, który wyglądał jak siedem nieszczęść.
- Było spoko, Beau zrzygał się kilka razy, jak zawsze z resztą. - Powiedział Luke przyglądając się mojej nagrodzie. - Skąd masz tą małpkę? Daniel ją dla ciebie wygrał? - Zapytał starszy bliźniak patrząc na mnie znacząco.
- Nie, sama ją zdobyłam. Za drugim razem! Specjalnie dla ciebie. - Pocałowałam Luke'a w policzek i podałam mu pluszaka.
- Oooo, jak słodko. - Skomentował James.
- Czy możemy stąd iść? Zaraz się porzygam. - Stwierdził Beau a ja podtrzymałam go, żeby nie upadł.
- Ale byliśmy tu tak krótko. - Zaczął marudzić Jai a ja trzepnęłam go w ramię.
- Nie zachowuj się jak dziecko. - Wyszliśmy z parku rozrywki i ruszyliśmy w stronę metra.
Kiedy wsiedliśmy do jednego z wagonów usiedliśmy na wolnych miejscach i czekaliśmy na nasz przystanek. Siedziałam między starszym bliźniakiem a Beau'em, który oparł głowę na moim ramieniu.
- Ej, zakład, że wygram tą dużą, różową małpę? - Wskazałam na pluszaka, który wisiał na sznurku przy jednym ze stoisk.
- Ok. - Daniel zaśmiał się i razem podeszliśmy do faceta, stojącego za ladą.
- Zasady są proste, strącisz wszystkie puszki wygrywasz nagrodę główną. - Skip zapłacił za moje trzy strzały i zaczęliśmy grę.
Mój ojciec nauczył mnie wygrywać takie gry. Wystarczy mocno uderzyć by strącić przyklejone do siebie puszki.
Pierwsza piłka przeleciała obok głowy faceta, który nas obsłużył, odbiła się od ściany i trafiłaby Daniela prosto w twarz gdyby ten nie uchylił się przed rozpędzoną piłeczką.
- Jesteś pewna, że wiesz co robisz?
- Jasne, jestem w tym mistrzem. - Odparłam przymierzając się do drugiego strzału.
- Tylko spróbuj tym razem trafić w puszki i nas przy tym nie pozabijać. - Popatrzyłam na chłopaka groźnie a on robił minę niewiniątka.
- Uważaj co mówisz bo następnym razem nie trafię specjalnie. - Ostrzegłam nastolatka a on uśmiechnął się przymilnie.
Zamachnęłam się mocno i z całej siły pchnęłam piłkę w stronę sześciu postawionych na sobie pustych puszek. Tym razem trafiłam i strąciłam je wszystkie.
Facet zza lady i Skip przypatrywali mi się z otwartymi ustami a ja zadowolona wzięłam różową zabawkę i poszłam dalej.
Zanim znaleźliśmy resztę chłopaków minęło z pół godziny. Zauważyliśmy ich kiedy wychodzili z wielkiej karuzeli.
- Hej, jak się bawiliście? - Zapytałam i podeszłam do Beau'a, który wyglądał jak siedem nieszczęść.
- Było spoko, Beau zrzygał się kilka razy, jak zawsze z resztą. - Powiedział Luke przyglądając się mojej nagrodzie. - Skąd masz tą małpkę? Daniel ją dla ciebie wygrał? - Zapytał starszy bliźniak patrząc na mnie znacząco.
- Nie, sama ją zdobyłam. Za drugim razem! Specjalnie dla ciebie. - Pocałowałam Luke'a w policzek i podałam mu pluszaka.
- Oooo, jak słodko. - Skomentował James.
- Czy możemy stąd iść? Zaraz się porzygam. - Stwierdził Beau a ja podtrzymałam go, żeby nie upadł.
- Ale byliśmy tu tak krótko. - Zaczął marudzić Jai a ja trzepnęłam go w ramię.
- Nie zachowuj się jak dziecko. - Wyszliśmy z parku rozrywki i ruszyliśmy w stronę metra.
Kiedy wsiedliśmy do jednego z wagonów usiedliśmy na wolnych miejscach i czekaliśmy na nasz przystanek. Siedziałam między starszym bliźniakiem a Beau'em, który oparł głowę na moim ramieniu.
Daniel, Jai i James usiedli przed nami. Próbowałam nie patrzeć na Skipa, który wbijał wzrok w moją rękę splecioną z ręką Luke'a. Naprawdę był o mnie zazdrosny czy w jakiś sposób dowiedział się, że nie jestem dziewczyną starszego bliźniaka? To pytanie cały czas krążyło po mojej głowie i prawdę mówiąc wolałam wnawiać sobie, że jest o mnie zazdrosny. Nie wiem co by się stało gdyby prawda wyszła na jaw.
* * *
Kiedy byliśmy już w hotelu położyłem się w łóżku i zamknąłem oczy. "Nie wiem dlaczego zgodziłem się wejść na tą przeklętą karuzelę, ale teraz płacę za swoją głupotę!" pomyślałem i przekręciłem się na drugi bok znowu odczuwając mdłości.
* * *
Kiedy byliśmy już w hotelu położyłem się w łóżku i zamknąłem oczy. "Nie wiem dlaczego zgodziłem się wejść na tą przeklętą karuzelę, ale teraz płacę za swoją głupotę!" pomyślałem i przekręciłem się na drugi bok znowu odczuwając mdłości.
- Potrzeba ci czegoś? Może ci coś przynieść? - Zapytała Sally a ja pokręciłem przecząco głową.
- Posłuchaj, musimy pogadać. - Szepnąłem tak, żeby tylko dziewczyna mogła mnie usłyszeć. - Na osobności.
- Może najpierw się prześpij a potem...
- Nie, teraz! - Wpatrywałem się z uporem w oczy Sally aż ta westchnęła.
- No dobrze, tylko jak pozbyć się chłopaków? - Zapytała niebieskooka a ja zastanawiałem się tylko przez chwilę.
- Hej, wiecie, że w tym hotelu co tydzień jest organizowana sesja modelek w bikini?
- Nie żartuj. - Powiedział Jai.
- Ja nie żartuję w takich sprawach. - Po chwili chłopcy ulotnili się z pokoju i zostałem tylko ja i Sally.
- Nie mogę uwierzyć, że dali się na to nabrać. - Zachichotała brunetka.
- Zanim się zorientują, że nie ma żadnej sesji minie trochę czasu. A teraz do rzeczy. Dlaczego chodzisz z Luke'iem?? Ostatnio powiedziałaś mi, że to Daniel ci się podoba. - Dziewczyna nagle zbladła.
- Ja... - Zająknęła się i odwróciła wzrok. - To skomplikowane. - Szepnęła zaciskając usta.
- Co sprawiło, że Skip przestał ci się podobać? - Sally parsknęła śmiechem, ale zaraz potem opamiętała się.
- On nie... Nie przestał mi się podobać. Nadal go... Lubię.
- To dlaczego jesteś z Luke'iem?
- Jak już powiedziałam, to bardzo skomplikowane.
- Nie możesz mi po prostu wyjaśnić o co chodzi? - Zapytałem cicho a ona spojrzała na mnie błagalnie. Otworzyła niepewnie usta i już miała coś powiedzieć kiedy do pokoju weszli Jai, James, Luke i Daniel.
- Na dole nie ma żadnej sesji zdjęciowej.- Powiedział James udając oburzenie.
- Jeszcze wrócimy do tej rozmowy. - Sally pokiwała głową.
- A tak w ogóle to gdzie my jesteśmy? Znaczy w jakim mieście. - Spojrzałem na nią pytająco a ona tylko wzruszyłam ramionami.
- Nowy Jork. Jesteśmy w Nowym Jorku. - Brunetka wyglądała na nieco wytrąconą z równowagi.
- Aż tak daleko?? - Zapytała samą siebie i poszła sobie zostawiając mnie samego ze sobą.
* * *
Zawsze chciałam pojechać do USA, ale teraz... byłam przerażona. Gdyby rodzice o tym wiedzieli...
- Hej, wszystko dobrze? - Zapytał Luke podchodząc do mnie.
- Tak, tylko... Beau pytał się mnie dlaczego razem chodzimy. - Szepnęłam a starszy bliźniak spoważniał.
- Powiedziałaś mu?
- Nie.
- Nie możesz nikomu powiedzieć. Jeżeli Beau, albo Jai dowiedzą się, że jesteśmy razem, żeby wzbudzić zazdrość u Daniela będą próbowali was od siebie oddalić. - Ostrzegł nastolatek a ja popatzyłam oskarżycielsko na rozmawiających ze sobą braci.
- Nie pozwolę na to. - Wyszeptałam zdeterminowana.
- Dobrze. A teraz pocałujmy się.
- Po co?
- Żeby wzmocnić nasz "związek"
- Nie ma mowy. - Prychnęłam a Luke zachichotał.
Wieczór spędziliśmy wszyscy razem na rozmawianiu. Bardzo mi się to podobało.
Dziwne, że tak niedawno się poznaliśmy a już jesteśmy w stanie mówić sobie wszystko. Nawet te największe tajemnice.
poniedziałek, 10 marca 2014
Rozdział 10
KTO DZISIAJ TWEETUJE?? :DD #MAGCONTOPOLAND
- ... prosimy wszystkich o zapięcie pasów. Podchodzimy do lądowania, prosimy wszystkich o zapięcie pasów! - Obudziłam się gwałtownie z głębokiego snu i wyjrzałam za okno. Oczywiście nie było nic widać przez te cholerne chmury...
- ... prosimy wszystkich o zapięcie pasów. Podchodzimy do lądowania, prosimy wszystkich o zapięcie pasów! - Obudziłam się gwałtownie z głębokiego snu i wyjrzałam za okno. Oczywiście nie było nic widać przez te cholerne chmury...
Próbowałam zapiąć pas a kiedy mi się nie udało poprosiłam o pomoc Jamesa. Chłopak popatrzył na mnie rozbawiony i zapiął mnie a ja znowu odwróciłam się do okna. Nie miałam pojęcia gdzie teraz jesteśmy, ale i tak nie mogłam się doczekać lądowania.
Schodząc po schodkach rozglądałam się na boki, ale byliśmy na kompletnym odludziu. Prawie bym się wywaliła na twarz gdyby nie Luke, który był tuż za mną.
- Dzięki. - Rzuciłam i poszłam dalej.
- Dzięki? DZIĘKI?! Należy mi się chyba coś więcej niż zwykłe "dzięki" za uratowanie życia.
- Uratowanie życia? - Popatrzyłam na niego z politowaniem a on uśmiechnął się złośliwie.
- Mogłaś przecież upaść i coś sobie zrobić.
- No dobra, czego chcesz? - Odparłam zrezygnowana.
- Całusa. - Powiedział Luke'a a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- Chyba oszalałeś... - Kiedyś, jak jeszcze nie znałam chłopaków osobiście, marzyłam, żeby pocałować przynajmniej jednego z nich, ale teraz... nie chciałam, żeby Skip to zobaczył. Może i on mnie nie lubi tak, jak ja jego, ale chyba nie polubi mnie bardziej kiedy zobaczy mnie całującą starszego bliźniaka.
- No dawaj, jeden buziak w usta. - Nalegał chłopak a ja popatrzyłam na pozostałych zdenerwowana. Reszta chłopaków pakowała bagaże do vana, który stał zaparkowany na parkingu lotniskowym. Nie zwracali na nas uwagi.
- No to jak? - Luke pokiwał zabawnie brwiami i zrobił dzióbek.
- W policzek i gdzieś... gdzie jest mniej ludzi. - Wymamrotałam.
- Wstydzisz się mnie?? - Zapytał udając oburzenie.
- Nie, oczywiście, że nie!
- No to dawaj. - Chłopak nadstawił policzek a ja upewniając się, że na pewno nikt na nas nie patrzy zbliżyłam się do niego. Kiedy moje usta były tuż przy jego twarzy on odwrócił głowę i nasze wargi się złączyły.
Zszokowana nie wiedziałam co zrobić a Luke doskonale wykorzystał chwilę mojej niedyspozycji by pstryknąć kilka zdjęć. Odskoczyłam od niego jak oparzona i wytarłam usta wierzchem dłoni.
- CO TO KURWA MIAŁO BYĆ?!?! - Ryknęłam cała czerwona ze złości.
- Nie udawaj, że ci się nie podobało. - Zażartował starszy bliźniak wpatrzony w telefon. Wstukał coś na klawiaturze a zaraz potem w pełni usatysfakcjonowany schował IPhone'a do kieszeni spodni. Na raz rozległ się dźwięk przychodzącego powiadomienia u każdego z chłopaków. Jai, Beau, James i Daniel wyjęli telefony by sprawdzić co się stało a po chwili wszyscy spojrzeli na mnie zszokowani.
Schodząc po schodkach rozglądałam się na boki, ale byliśmy na kompletnym odludziu. Prawie bym się wywaliła na twarz gdyby nie Luke, który był tuż za mną.
- Dzięki. - Rzuciłam i poszłam dalej.
- Dzięki? DZIĘKI?! Należy mi się chyba coś więcej niż zwykłe "dzięki" za uratowanie życia.
- Uratowanie życia? - Popatrzyłam na niego z politowaniem a on uśmiechnął się złośliwie.
- Mogłaś przecież upaść i coś sobie zrobić.
- No dobra, czego chcesz? - Odparłam zrezygnowana.
- Całusa. - Powiedział Luke'a a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- Chyba oszalałeś... - Kiedyś, jak jeszcze nie znałam chłopaków osobiście, marzyłam, żeby pocałować przynajmniej jednego z nich, ale teraz... nie chciałam, żeby Skip to zobaczył. Może i on mnie nie lubi tak, jak ja jego, ale chyba nie polubi mnie bardziej kiedy zobaczy mnie całującą starszego bliźniaka.
- No dawaj, jeden buziak w usta. - Nalegał chłopak a ja popatrzyłam na pozostałych zdenerwowana. Reszta chłopaków pakowała bagaże do vana, który stał zaparkowany na parkingu lotniskowym. Nie zwracali na nas uwagi.
- No to jak? - Luke pokiwał zabawnie brwiami i zrobił dzióbek.
- W policzek i gdzieś... gdzie jest mniej ludzi. - Wymamrotałam.
- Wstydzisz się mnie?? - Zapytał udając oburzenie.
- Nie, oczywiście, że nie!
- No to dawaj. - Chłopak nadstawił policzek a ja upewniając się, że na pewno nikt na nas nie patrzy zbliżyłam się do niego. Kiedy moje usta były tuż przy jego twarzy on odwrócił głowę i nasze wargi się złączyły.
Zszokowana nie wiedziałam co zrobić a Luke doskonale wykorzystał chwilę mojej niedyspozycji by pstryknąć kilka zdjęć. Odskoczyłam od niego jak oparzona i wytarłam usta wierzchem dłoni.
- CO TO KURWA MIAŁO BYĆ?!?! - Ryknęłam cała czerwona ze złości.
- Nie udawaj, że ci się nie podobało. - Zażartował starszy bliźniak wpatrzony w telefon. Wstukał coś na klawiaturze a zaraz potem w pełni usatysfakcjonowany schował IPhone'a do kieszeni spodni. Na raz rozległ się dźwięk przychodzącego powiadomienia u każdego z chłopaków. Jai, Beau, James i Daniel wyjęli telefony by sprawdzić co się stało a po chwili wszyscy spojrzeli na mnie zszokowani.
- Coś ty zrobił? - Zapytałam groźnie stojącego obok mnie Luke'a.
- Ja? Nic. Tylko wstawiłem nasze wspólne zdjęcie na Twittera. O, i zaznaczyłem na nim chłopaków i napisałem, że jesteś moją nową dziewczyną. - Nastolatek na dowód pokazał mi posta, którego podała dalej już połowa populacji ziemskiej.
- Ty... - Syknęłam z rosnącą wściekłością.
Chłopcy nadal przyglądali mi się z niedowierzaniem. Skip też. Gapił się na mnie z lekko otwartymi ustami.
Zebrało mi się na płacz.
Bez słowa weszłam do samochodu i usiadłam na tylnym siedzeniu, które zwykle zajmował Skip. Obrażona na cały świat (a w szczególności na Luke'a) zakryłam się kapturem bluzy. Nie chciałam płakać, ale jakoś tak wyszło.
Bez słowa weszłam do samochodu i usiadłam na tylnym siedzeniu, które zwykle zajmował Skip. Obrażona na cały świat (a w szczególności na Luke'a) zakryłam się kapturem bluzy. Nie chciałam płakać, ale jakoś tak wyszło.
Kiedy chłopcy wsiedli do vana i ruszyliśmy do następnego hotelu nastała niezręczna cisza. Daniel usiadł obok mnie czego wolałam uniknąć. To co się stało... to było dla mnie zbyt żenujące. Pewnie nie miałam już u niego szans. A wszystko przez Luke'a.
Wlepiłam w tył jego głowy nienawistne spojrzenie. Przez całą podróż do hotelu gapiłam się na niego aż w końcu dojechaliśmy na miejsce.
Wchodząc do pokoju nie spószczałam z niego wzroku. Chciałam, żeby wiedział jak bardzo zła na niego jestem. Gdyby mój wzrok zabijał Luke dawno by już nie żył.
- Okej, o co chodzi? - Zapytał chłopak nie wytrzymując już napięcia.
- Zgadninj!!! - Warknęłam.
- Pierwsza kłótnia kochanków. - Szepnął Jai a ja odwróciłam powoli głowę w jego stronę. Gdyby nie starszy bliźniak zabiłabym go, udusiła gołymi rękami.
- Może porozmawiamy na korytarzu? - Zapytał spokojnie Luke a ja zgodziłam się i razem wyszliśmy z pokoju.
- Zanim cokolwiek powiesz daj mi się wytłumaczyć. - Zaczął nastolatek a ja popatrzyłam na niego wyczekująco. - Wiem, że wściekasz się o to zdjęcie bo boisz się co pomyśli Daniel... - Nie chciałam okazywać, że jestem zdziwiona, z resztą czego ja się spodziewałam? Beau pewnie im wszystko wygadał. - Ja zrobiłem to specjalnie. Bo widzisz, ostatnio założyłem się z chłopakami, że zaczniesz się spotykać ze Skipem a ja nie chcę biegać nago po ulicy, wiesz o co mi chodzi? - Szczerze mówiąc to zrozumiałam tylko, że założył się, że będę chodzić z Danielem. Ale to mi w zupełności wystarczyło.
- I po co się zakładałeś?! Teraz Daniel na pewno nie będzie chciał się ze mną spotykać. I to przez ciebie!
- Daj mi dokończyć. - Przerwał mi chłopak a ja zamilkłam. - No więc wymyśliłem, żeby udawać twojego chłopaka. Wtedy Skip zrobi się zazdrosny i zadziała.
- A skąd taka pewność?
- Uwierz mi, znam go od przedszkola. - Uśmiechnął się Luke. - I zanim powiesz, że to beznadziejny pomysł pomyśl. Obydwoje na tym skorzystamy. Ty będziesz mieć wymarzonego chłopaka a ja wygram zakład. I wszyscy będą zadowoleni!
- To... nie jest wcale głupie. - Przyznałam niechętnie.
- To co, wchodzisz w to? - Zapytał Luke wyciągając w moją stronę rękę.
- Wchodzę. - Potrząsnęłam jego dłonią.
- I wiesz co? Wcale nie całujesz aż tak źle jak myślałem. - Udeżyłam nastolatka z całej siły w tył głowy a on jęknął rozmasowywując bolące miejsce.
Razem wróciliśmy do pokoju trzymając się za ręcę (pomysł Luke'a, nie mój).
- Pogodziliście się? O co w ogóle poszło? - Zapytał Beau patrząc na mnie zdezorientowany.
- A... nieważne. - Powiedział pogodnie Luke i pocałował mnie w policzek na co uśmiechnęłam się. Chłopcy nadal wyglądali na zdziwionych, ale nie zadawali pytań. I dobrze. Nie wiem, co miałabym na nie odpowiedzieć...
- No to... co dzisiaj robimy? - Jai przerwał ciszę swoim pytaniem.
- Może wyjdziemy gdzieś na miasto? Porozglądać się i takie tam. - Zaproponował James, ale ja chyba nie miałam ochoty na chodzenie po mieście.
- Chodźmy do wesołego miasteczka, podobno mają tu niesamowite kolejki górskie. I nie zabraknie też tunelów miłości dla naszych gołąbeczków. - Młodszy bliźniak zabawnie poruszył brwiami a ja wywróciłam oczami zapominając na chwilę o mojej roli.
- Będziecie się mogli obściskiwać do woli. - Mruknął z przekąsem Daniel. Poczułam się obrażona, ale po chwili Luke pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha :
- Nasz plan zaczyna działać. - Podniosło mnie to trochę na duchu. Odrobinę.
- Ja się zgadzam. - Powiedział Beau. Jai, Luke, ja i James pokiwaliśmy chętnie głowami a Skip mruknął, że mu wszystko jedno.
Wyszliśmy z hotelu i skierowaliśmy się do metra. Beau sprawdził jak dojechać do wesołego miasteczka a ja już nie mogłam się doczekać. Byłam w lunaparku tylko raz w życiu i to jako mały berbeć więc nie pamiętałam zbyt wiele. To będzie odlot.
Starszy bliźniak złapał mnie w pasie a ja objęłam go i pierwszy raz pomyślałam, że może nie będzie tak źle udawać jego dziewczynę.
- Pogodziliście się? O co w ogóle poszło? - Zapytał Beau patrząc na mnie zdezorientowany.
- A... nieważne. - Powiedział pogodnie Luke i pocałował mnie w policzek na co uśmiechnęłam się. Chłopcy nadal wyglądali na zdziwionych, ale nie zadawali pytań. I dobrze. Nie wiem, co miałabym na nie odpowiedzieć...
- No to... co dzisiaj robimy? - Jai przerwał ciszę swoim pytaniem.
- Może wyjdziemy gdzieś na miasto? Porozglądać się i takie tam. - Zaproponował James, ale ja chyba nie miałam ochoty na chodzenie po mieście.
- Chodźmy do wesołego miasteczka, podobno mają tu niesamowite kolejki górskie. I nie zabraknie też tunelów miłości dla naszych gołąbeczków. - Młodszy bliźniak zabawnie poruszył brwiami a ja wywróciłam oczami zapominając na chwilę o mojej roli.
- Będziecie się mogli obściskiwać do woli. - Mruknął z przekąsem Daniel. Poczułam się obrażona, ale po chwili Luke pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha :
- Nasz plan zaczyna działać. - Podniosło mnie to trochę na duchu. Odrobinę.
- Ja się zgadzam. - Powiedział Beau. Jai, Luke, ja i James pokiwaliśmy chętnie głowami a Skip mruknął, że mu wszystko jedno.
Wyszliśmy z hotelu i skierowaliśmy się do metra. Beau sprawdził jak dojechać do wesołego miasteczka a ja już nie mogłam się doczekać. Byłam w lunaparku tylko raz w życiu i to jako mały berbeć więc nie pamiętałam zbyt wiele. To będzie odlot.
Starszy bliźniak złapał mnie w pasie a ja objęłam go i pierwszy raz pomyślałam, że może nie będzie tak źle udawać jego dziewczynę.
poniedziałek, 3 marca 2014
Rozdział 9
WYBACZCIE, ŻE DZISIAJ TAK PÓŹNO, ALE SPÓŹNIŁAM SIĘ TROCHĘ Z ROZDZIAŁEM. MOŻE BYĆ TROCHĘ KRÓTSZY NIŻ ZAZWYCZAJ I ZA TO OKROPNIE PRZEPRASZAM, ALE JAK JUŻ WSPOMNIAŁAM SPÓŹNIAŁAM SIĘ Z NIM ;// NASTĘPNY BĘDZIE DŁUŻSZY, OBIECUJĘ :DD I CHCĘ TEŻ POWIEDZIEĆ, ŻE JEŻELI W OGÓLE NIE BĘDZIE KOMENTARZY TO NIE BĘDĘ PISAĆ. WYBACZCIE, ALE NAPRAWDĘ MYŚLĘ, ŻE NA TO ZASŁUGUJĘ I WIEM, ŻE WY JESTEŚCIE ZDOLNI DO NAPISANIA PRZYNAJMNIEJ "FAJNY ROZDZIAŁ", ALBO "NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU" (NO CHYBA, ŻE TAK NIE JEST TO NIE MUSICIE TAK PISAĆ XD) LICZĘ NA WAS BO JA NIE CHCĘ PRZESTAWAĆ PISAĆ I MYŚLĘ, ŻE CHOCIAŻ NIEKTÓRZY Z WAS TEŻ NIE CHCĄ, ŻEBYM PRZESTAŁA :P
Nie wiem co bardziej mnie ucieszyło, to, że Kete wreszcie mi uwierzyła i
przeprosiła za wszystko czy jej szczęście, kiedy ich ujrzała.
Łzy lały się z jej oczu przez cały czas. Nie przesadzałam, kiedy mówiłam,
że ma na ich punkcie świra. Kochała ich najbardziej na świecie.
Chłopcy od razu ją polubili (przynajmniej takie stwarzali wrażenie) i
gadali z nią jakby byli najlepszymi przyjaciółmi. Byłam trochę zazdrosna, ale
to moja przyjaciółka więc starałam się tego nie okazywać.
- Nie wierzę, że to mówię, ale czy możecie teraz sobie pójść?? Chciałabym
porozmawiać z Sally na osobności. - Powiedziała Kate a chłopcy wymienili między
sobą porozumiewawcze spojrzenia.
- To my może... Pójdziemy coś zjeść? - Zaproponował Daniel a reszta
zgodziła się i bez słowa wyszli z apartamentu.
- To co? Jak się sprawy mają? - Zapytała moja przyjaciółka.
- Co??? Jakie sprawy? Poczekaj chwilę. - Powiedziałam i na palcach
podeszłam do drzwi po czym otworzyłam je a pięciu chłopaków podsłuchujących moją
rozmowę runęło na ziemię.
Popatrzyłam na nich wkurzona a oni uciekli do windy.
- Debile. - Wymamrotałam i wróciłam do Kate, która niecierpliwie stukałam
palcami o stół.
- No więc o jakie sprawy chodzi?
- Który z nich to twój chłopak? - Szczerość to podstawa.
- Żaden. - Odparłam ze śmiechem czerwieniąc się odrobinę.
- Nie udawaj. Nadal lubisz Daniela? Jest dla ciebie miły? Podobasz mu się?
- Zapytała dziewczyna a ja zdekoncentrowana podrapałam się po głowie.
- Tak, tak i nieeeee. - Powiedziałam zawstydzona.
- Na pewno mu się podobasz. - Powiedziała Kate. - Po prostu nie chce się
ujawnić. Widziałam jak na ciebie patrzył. - Zachichotała a ja zaczerwieniłam się.
Znowu.
- Nie rób mi nadziei.-Wymamrotałam na co blondynka po drugiej stronie
roześmiała się głośno.
- Oj Sally... Uwierz mi. Czy ja kiedykolwiek się myliłam? - No właściwie
to nie. Ona zawsze miała rację. - A poza tym nie masz żadnej konkurencji. Myślę,
że to ty powinnaś zrobić pierwszy krok. - Tym razem to ja wybuchłam śmiechem.
Ja i pierwszy krok? JA i rozmowa z chłopakiem? Który mi się podoba? Nie ma
mowy!
- No weź, przecież nie masz nic do stracenia.
- Kate, ty chyba nie rozumiesz. Ja nie mogę!
- Ależ możesz!
- Jak o tym myślę to robi mi się niedobrze. - Powiedziałam a przyjaciółka
skrzywiła się.
- Czego się boisz? - Zapytała a ja pokręciłam głową.
- Wszystkiego. - Przyznałam.
- NIE MASZ NIC DO STRACENIA! - Krzyknęła a ja się wzdrygnęłam.
- Nie jestem taka jak ty... Nie potrafię podejść do pierwszego lepszego
chłopaka i powiedzieć mu, że ma fajną dupę. - Nastała chwila ciszy a potem obie
się roześmiałyśmy.
- No dobra. Nie będę cię zmuszać do czegoś, czego nie chcesz. Ale moim
zdaniem tracisz doskonałą szansę. Jest teraz sam a wydaję mi się... że cię
lubi. Potem będziesz żałować. - Zamyśliłam się na chwilę a potem zrobiło mi się
smutno. I chociaż wiedziałam, że ma rację to i tak nie zamieżałam tego robić.
Ja po prostu.. nie potrafię. Nie mogę tego powiedzieć bo za bardzo mi zależy na
Danielu a nie chcę go stracić. Prawie się nie znamy, ale tak, zależy mi na nim,
ponieważ... jestem w nim zakochana.
- Przemyśl to jeszcze. - Dodała blondynka i machające mi na pożegnanie
rozłączyła się.
*
* *
- Jak myślicie, o cym rozmawiają? - Zapytałem pozostałych zajadając się
kanapkami z szynką.
- A kto je tam wie. Pewnie o makijażu i innych pierdołach. - Powiedział
Luke z pełnymi ustami.
Moim zdaniem rozmawiały o nas. I to konkretnie o Danielu. Sally musiała
się komuś wygadać o uczuciach a nie sądzę, żebym ja się do tego nadawał.
- Dlaczego się tak tym przejmujesz?-Zapytał nagle Skip a ja usłyszałem w
jego głosie zaciekawienie. Nie mogłem rozgryźć tego chłopaka. Raz był blisko
Sally a potem oddolał się od niej mówiąc, że nic do niej nie czuje.
- A nic, tak tylko się zastanawiałem.- Powiedziałem wymijająco i zająłem
się jedzeniem.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę a potem wróciliśmy do pokoju zastając tam
leżącą już w łóżku Sally. Robiła coś na kompie i nie zwraała na nas zbytnio
uwagi. Chyba tylko ja zauważyłem, że miała lekko zaczerwienione oczy.
*
* *
Fanki z Danii są szalone. Nigdy nie widziałam jeszcze takiego koncertu. Przy każdej okazji odsłaniały cycki i wrzucały najróżniejsze rzeczy na scenę. Niektóre miały koszulki z napisem "Lukey is mine!" a inne "Fuck me Beau!". Były też koszulki w stylu "I love you James". Znalazło się też kilka dziewczyn z bluzkami z Danielem, ale wolałam na nie nie patrzeć.
Chłopcy dali wspaniały występ i zeszli ze sceny późnej niż zwykle bo żegnali się z wiernymi fanami. Jak słooodko :3
Potem było spotkanie z Janoskians i przyszło kilkadziesiąt fanek, które płakały, albo się stresowały. Ale wszystkie były uśmiechnięte.
Chłopcy dostali specjalny stolik przy którym mieli podpisywać bluzki i plakaty, ale chyba woleli być bliżej fanów bo nie usiedli przy nim nawet na chwilę. Tylko ja na nim siedziałam i obserwowałam.
Niektóre Janoskianators przypatrywały mi się zapewne zastanawiając się dlaczego nie szaleję na widok pięciu chłopaków a ja machałam im i uśmiechałam się do nich. To przecież moje siostry!
- To był długi dzień. - Westchnął zadowolony Jai siadając w vanie. - Uwielbiam spędzać czas z fanami. - Pojechaliśmy do hotelu i zmęczeni (w szczególności oni, ja się tam tylko opierdalałam) i od razu poszliśmy spać. Mieliśmy jutro następny samolot. To trochę bez sensu przylatywać na dwa dni a potem wylatywać. Ale rak miało być. Nie wiem jak oni sobie z tym radzą.
Leżałam na posłaniu przebrana w piżamę nie mogąc zasnąć. Czasami mi się to zdarzało, nie mogłam zasnąć bo za dużo myślałam. Chyba. Ja się nie znam na takich rzeczach.
Nie wiem gdzie lecimy tym razem, ale nie mogłam się doczekać. Samolot mieliśmy o 5.00. Nie wiem dlaczego zawsze idzie się na samolot o takich koszmarnych porach.
Wybaczcie to pierdolenie o niczym, ale naprawdę nie mogłam zasnąć.
Dochodziła 3.00 i postanowiłam się przygotować do odlotu. "Może prześpię się w samolocie." pomyślałam i wlazłam pod prysznic. Kiedy po, jak mi się zdawało, długim czasie, zwolniłam łazienkę chłopcy byli już na nogach. Pakowali się w pośpiech. Jakby nie mogli zrobić tego wczoraj...
Na lotnisku zebrały się tłumy fanek na pożegnanie, niestety nie mieliśmy czasu nawet powiedzieć im "Do widzenia". Ochrona eksportowała nas do samolotu. Mieliśmy pierwszą klasę, w której nie było za wiele osób. Kiedy usiadłam na jednym z miękkich fotelów oczy same mi się zamknęły.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Rozdział 8
Muszę przyznać, że lot
samolotem nie był właściwie niczym ekscytującym. Myślałam, że to będzie
niewiadomo jaka przygoda a okazało się iż nie jest to nic ciekawego. Tak,
widoki są... jeżeli akurat nie przelatujesz nad chmurami, które tak swoją drogą
są wszędzie.
A zdecydowanie najgorsze
jest to, że zatykają się uszy. To normalnie nie do wytrzymania! Myślałam, że
oszaleję kiedy po raz czwarty mi się zatkały.
Wylądowaliśmy w Kopenhadze
o 16.30 i od razu poszliśmy coś zjeść. Szczęście, że niedaleko lotniska był
Mac. Po drodze nie spotkaliśmy żadnych fanek co wydało nam się trochę dziwne,
ale i tak się cieszyliśmy, że mamy czas dla siebie. A raczej, że oni mieli czas
dla siebie bo niby czego by ode mnie chciały Janoskianators z Danii??
Zamówiłam sobie McFlurra i
frytki. Nigdy nie uwierzycie, ale to połączenie jest genialne! Naprawdę, musicie spróbować.
Reszta zamówiła sobie
jakieś zestawy (Daniel wziął Happy meal z zabawką Supermanem co wydało mi się
totalnie urocze) i usiedliśmy przy jednym z zabrudzonych stolików. Oczywiście
sami musieliśmy go czyścić serwetkami bo sprzątaczka paliła na tyłach. Pysznie.
Oczywiście nie obyło się
bez walki na jedzenie (Jai oberwał ketchupem z torebki i obraził się na
Luke'a), w której absolutnie nie brałam udziału. No... może minimalnie, kiedy
podawałam Jamesowi frytki do rzucania. Ale przynajmniej miałam pewność, że
stoję po dobrej stronie. To Beau zaczął.
Niestety po jakichś 5
minutach od rozpoczęcia wojny na żarcie menager fast food'u wyprosił nas na co
wszyscy pokazaliśmy mu środkowy palec i wyszliśmy z honorem.
- Sally, możesz już wziąć
swoją torbę? Jesteśmy w recepcji! - Krzyknął Luke, który od wyjścia z lotniska
nie rozstawał się z moją torbą podróżną. Oczywiście nie z własnej woli. - Ręce
mi odpadają. - Pożalił się a ja machnęłam ręką.
- Nie przesadzaj, jeszcze
kilka minut. - Starszy bliźniak popatrzył na mnie groźnie a ja nie zwracają na
niego uwagi udałam się razem z chłopakami do naszego apartamentu.
Jeszcze przed wylotem
samolotu Roonie zadzwonił do hotelu i poprosił o zmainę pokój z pięcioosobowego
na sześcioosobowy. Dostaliśmy go za niewielką opłatą ze strony menagera
Janoskians za co jestem mu dozgonnie wdzięczna. Nie będę musiała się z nikim
dzielić moim łóżkiem.
Kiedy drzwi zostały otwarte
od razu rzuciłam się na pierwsze łóżko z brzegu. Marzyłam tylko i wyłącznie o
odpoczynku. Po dwu godzinnym locie bolał mnie kark i miałam ochotę sobie
pospać.
- A to nasz pokój! -
Usłyszałam nad sobą i otworzyłam oczy. Luke nagrywał filmik i machał swoim
telefonem w lewo i w prawo, żeby zaprezentować nasz apartament.
- Uwarzaj bo ci ten IPhone
w końcu wypadnie. - Ostrzegłam starszego bliźniaka i nakryłam się kołdrą.
- A to nasza koleżanka
Sally. Ciągle tylko zrzędzi i marudzi.
- To nie jest prawda. -
Wymruczałam zła zakładając na głowę poduszkę, żeby wreszcie spokojnie zasnąć.
Nie było mi to jednak dane
gdyż zadzwonił mój telefon. Wyjęłam czarnego IPhona 5S z kieszeni (wiem, że się
chwalę, ale kupiłam sobie na urodzinki i jestem z niego zadowolona) i odebrałam
połączenie.
- Taaaak??
- Cześć Sally, może chcesz
gdzieś wyjść? - Usłyszałam po drugiej stronie głos mojej przyjaciółki Kate.
- Nie mogę. - Odparłam
jakby nigdy nic.
- Nie możesz czy ci się nie
chce? - Zapytała podejrzliwie.
- Nie mogę. Jestem... z
rodzicami... Na zakupach. - Nie chciałam, żeby wiedziała. Ta informacja nie
była jej potrzebna do dalszego egzystowania.
- Kto to? - Beau podszedł
do mnie a ja zasłoniłam głośnik ręką by mu odpowiedzieć.
- Moja koleżanka, macie być
cicho bo ona nie wie, że z wami jestem.
- A zna nas?? - Do rozmowy
włączył się Jai.
- O tak. - Odpowiedziałam
nie mogąc powstrzymać śmiechu.
Ja i Kate byłyśmy w jednej
klasie w szkole średniej i jako jedyne lubiłyśmy Janoskians. Byłyśmy jakieś
psychiczne, miałyśmy bzika na ich punkcie.
- Sally, z kim ty tam
rozmawiasz??? - Krzyknęła zniecierpliwiona Kate.
- Eee... Rodzice każą mi
kończyć, muszę im pomóc wybrać nowy dywan do przedpokoju. Papa.
- Ale przecież ostatnio
kupiliście taki czerwony!
- No tak, ale mamie się
znudził. To nara!!! - Powiedziałam i rozłączyłam się.
- Dlaczego nie powiedziałaś
jej prawdy? - Zapytał James.
- Zwariowałaby gdyby się
dowiedziała. - Powiedziałam, ale poczułam się trochę winna. Przyjaciółka to
przyjaciółka.
- Moim zdaniem powinnaś jej
powiedzieć. - Stwierdził Luke a mi zrobiło się smutno. Muszę jej to jakoś
wynagrodzić...
- Już wiem! - Chłopcy
popatrzyli na mnie dziwnie a ja podniosłam się do pozycji siedzącej. -
Wyświadczycie mi małą przysługę???? - Zrobiłam słodkie oczy a koledzy spojrzeli
po sobie.
- Co masz na myśli? -
Zapytał niepewnie Luke.
* * *
Siedziałam na krześle w
kuchni i jadłam sobie kanapki rozmyślając nad tym co dzisiaj porobić skoro
Sally jest zajęta gdy nagle zabrzęczał mój telefon. Ktoś mnie follownął na
Twitterze. A właściwie to nawet pięć osób. "Wow, od kiedy jestem taka
popularna?"
Odblokowałam IPhona i
kliknęłam powiadomienie. Kilka sekund później dostałam ataku serca.
To oni. O MÓJ BOŻE ONI MNIE
FOLLOWNĘLI!!!! ALE JAK? DLACZEGO???
Mega szczęśliwa gapiłam się
w ekran mojego telefonu a niedowierzanie nadal ściskali mi gardło. 50 razy
sprawdziłam czy to nie są fejkowe konta, ale one były jak najbardziej
prawdziwe.
- O KURWA! - Powiedziałam
zasłaniając sobie ręką usta.
- Nie wyrażaj się! - Krzyknęła
moja mama stojąca przy zlewie.
- Ale mamo... Janoskians
mnie follownęli!!!!!
- To te zbuje z internetu?
- Zapytała myjąc garnek.
- Tak, to oni. -
Wyszeptałam ze łzami w oczach.
"MUSZĘ POWIEDZIEĆ O
TYM SALLY" pomyślałam i pobiegłam po torebkę. "Poczekam na nią pod domem".
Mieszkałyśmy niedaleko
siebie więc dojście pod jej dom zajęło mi kilkanaście minut. Samochodu nie było
na podjeździe więc pewnie jeszcze byli w sklepie. Usiadłam na ganku i spokojnie
czekałam. Czekałam i czekałam aż zrobiło się ciemno i musiałam wracać do
siebie.
Zła wybrałam numer do Sally,
ale ta nie odebrała. "Nie dajesz mi wyboru." pomyślałam i przyłożyłam
telefon do ucha.
- Halo? - Usłyszałam głos
ojca mojej przyjaciółki i odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej on odebał.
- Cześć, mówi Kate. Kiedy
państwo wracają? Bo Sally mi nie powiedziała. - Zapytałam.
- Za jakieś... 4 miesiące.
Tak myślę. - Aż mnie zatkało jak to usłyszałam. Kilka miesięcy? O co tu chodzi.
- A jak tam się bawicie
dziewczyny? Mieliśmy wyrzuty kiedy zostawiliśmy Sally samą i mamy nadzieję, że
jakoś sobie radzi.
- A tak... my bawimy się
świetnie! - Powiedziałam z udawanym entuzjazmem.
- No to dobrze. Muszę kończyć
bo wychodzimy. Dowidzenia Kate.
- Dowidzenia. - Rozłączyłam
się i wściekła wrzuciłam telefon do torby. "Ktoś mi się będzie musiał
wytłumaczyć"
* * *
Obudziłam się z niemiłym
przeczuciem, że coś poszło nie tak. Tylko co?
Chcąc sprawdzić godzinę
wzięłam do ręki swój telefon i zobaczyłam, że mam kilka nieodebranych połączeń od
Kate. Niedobrze. Nie lubiła kiedy nie odbierałam.
Wstałam i ubrałam się.
Chłopaków nie było w pokoju bo poszli do klubu zrobić próbę dźwięku czy coś
takiego. Z braku jakichkolwiek zajęć postanowiłam pójść na śniadanie, ponieważ
hotel oferował szwedzki stół. Nie mogłam się temu oprzeć.
Nakładając na tależ tosty
zadzwoniłam do przyjaciółki, która pewnie chciała pochwalić mi się, że
Janoskians ją follownęli. Ona jest czasami taka przewidywalna...
- Sally! - Krzyknęła Kate i
raczej nie brzmiała na zadowoloną. Usiadłam przy wolnym stoliku w jadalni i
zaczęłam delektować się śniadaniem.
- Taak?? - Zapytałam.
- Dzwoniłam do twoich
rodziców. - Odparła krótko a ja zesztywniałam z zaskoczenia.
- I co? - Próbowałam
udawać, że nic mnie to nie obchodzi.
- Powiedzieli, że
wyjechali.
- Eee...
- Na 4 miesiące. -
Dokończyła dziewczyna a ja odsunęłam od siebie pusty tależ.
- Powiedziałaś im? -
Wyszeptałam ze skruchą w głosie mając nadzieję, że rodzice nie siedzą w tej
chwili w samolocie do Kopenhagi.
- Nie, tym razem cię
kryłam, ale jak zaraz mi nie powiesz co się dzieje to pierwszym co zrobię po
skończeniu tej rozmowy będzie telefon do twojego ojca. - Zagroziła Kate a ja
westchnęłam zrezygnowana.
- Nigdy w to nie uwierzysz.
- Zachichotałam a dziewczyna po drugiej stronie prychnęła.
- Zobaczymy. A teraz gadaj.
Gdzie jesteś?
- W Kopenhadze. -
Powiedziałam a po drugiej stronie zapadła cisza.
- A co tam robisz? -
Zapytała ostrożnie Kate a ja podrapałam się po głowie.
- Noo... Pamiętasz jak ci
mówiłam, że poznałam Janoskians...?
- No nie... Ty chyba nie
chcesz mi powiedzieć, że... Cholera, trzeba było od razu dzwonić do twojego
starego.
- Kate! To prawda! Mogę ci
to udowodnić!
- A niby jak?
- Ja... Pokażę ci ich! -
Moja przyjaciółka zamilkła zapewne zastanawiając się co ma zrobić.
- Hmmmm... Okej. Na Skypie
o 15.00 mojego czasu. Jeżeli nie zalogujesz się w ciągu 10 minut dzwonię do
twoich rodziców, rozumiesz?
- Tak. - Westchnęłam z ulgą
ciesząc się z mojego szczęścia. - To do zobaczenia! - Powiedziałam i
rozłączyłam się.
Kiedy wróciłam do pokoju wyjęłam
z torby podróżnej mojego laptopa i włączyłam go. Zostały jeszcze 4 godziny
do rozmowy z Kate a ja myślałam nad tym co mam jej powiedzieć. „Może niech
oni do niej zadzwonią, w końcu ona chce zobaczyć ich a nie mnie“ pomyślałam.
Wzięłam mój telefon i napisałam do każdego z chłopców tą samą wiadomość
z pytaniem kiedy wrócą. Jako pierwszy odpisał Beau.
- „Nie wiem, a co?“
- „Tak tylko się
pytam“ – Odpisałam i dostałam kolejną odpowiedź, tym razem od Jaia.
- „B€dzi3=y z@ 2
g0“<i`y. PS. s!łukł mI sI€ €kr@n“ – Jemu postanowiłam nie odpisywać. Jeszcze
miałby problem z rozszywrowaniem…
- „Niedługo“ –
Napisał Daniel. Luke i James nie odpisali, pewnie nie mieli przy sobie
telefonów. Ale wystarczyła mi wiadomość, że przyjdą za dwie godziny.
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział 7
Siedziałam na tyłach klubu, w którym odbywał się właśnie koncert chłopaków.
- Woda! - Krzyknął Luke i wszedł za kulisy bez koszulki i spodni.
- Rany, co tam się dzieje?
- Daj wodę. - Powiedział chłopak.
- A co ja? Pies?
- Woof! - "Szczeknął" Luke a ja rzuciłam w niego butelką z zimnym napojem.
- Masz i wypchaj się tym. - Warknęłam a nastolatek z rozbawieniem odkręcił korek.
- Luke, chodź bo zaraz śpiewamy! - Daniel też był w samej bieliźnie, ale mu poświęciłam więcej uwagi niż Luke'owi. Luke był sexi. Ale to Skip mi się podobał. Ta siłownia naprawdę na niego działała. Na żywo było o wiele lepiej niż na zdjęciach. O WIELE LEPIEJ.
- Idę. - Starszy bliźniak zakręcił butelkę i wybiegł na scenę na co tłum fanek zaczął przeraźliwie krzyczeć.
Westchnęłam znudzona i napiłam się soku, który przygotowałam sobie przed wyjściem z hotelu. Co prawda mogłam pójść na widownię, ale wystarczała mi sama świadomość, że będą jeszcze takie koncerty. A poza tym znałam Janoskians osobiście, więc to by mi nie sprawiało już tyle frajdy co kiedyś.
Kiedy impreza się skończyła chłopcy poszli do garderoby.
- Hej Sally, mamy z chłopakami taką zasadę, że w każdym mieście robimy po jednym melanżu a ponieważ Dublin ma najlepsze kluby w Irlandii i tylko tu gramy koncert to robimy imprezę dzisiaj. Przyłączysz się do nas? - Zapytał James, który jako pierwszy się przebrał.
- Nie, ja chyba spasuję. Głowa mnie boli od tych wrzasków. - Skłamałam.
Nie przepadam za takimi imprezami. Mam za słabą głowę. - Poza tym ktoś musi być trzeźwy, żeby robić wam zjęcia kiedy będziecie pijani. - Zachichotałam a chłopak się uśmiechnął.
- Szkoda. W takim razie odstawiamy cię do hotelu. - Powiedział.
Wszyscy wsiedliśmy do vana i ruszyliśmy w drogę powrotną do hotelu. Było po 22 a mi zamykały się już oczy ze zmęczenia.
- Na pewno nie jedziesz z nami? - Zapytał Beau a ja pokiwałam stanowczo głową.
Wjechałam windą na ostatnie piętro budynku i podeszłam do drzwi od naszego pokoju. Pogrzebałam w kieszeniach aż zorientowałam się, że zapomniałam zabrać od chłopaków kluczy. Zajebiście. Dzisiaj będę spać na korytarzu.
- Sally! - Skip podbiegł do mnie a ja spojrzałam na niego. - Zapomniałaś kluczy. - Powiedział poczym podał mi mały srebrny przedmiot.
- Dzięki. - Ziewnęłam i wsadziłam kluczyk do zamka.
- Miłego wieczoru. - Szepnął na odchodne a ja zamnęłam się w pokoju i od razu weszłam do łóżka. "Umyję się jutro" to była moja ostatnia myśl przed zaśnięciem.
* * *
- Nie dzięki, mi już wystarczy. - Wybełkotałem kiedy barman przyniósł kolejną tackę z wódką.
- No co ty Beau, nie żałuj sobie. - Powiedział Luke, który siedział po drugiej stronie stołu. Obok niego tańczyła szczupła brunetka, którą ignorował. Nie wiem czemu. Była naprawdę gorąca.
- Ale ja się zaraz porzygam. - Zaśmiałem się i wziąłem mały kieliszek.
- Patrzcie chłopaki, ja latam!!!! - Krzyknął Daniel, który leżał zjarany na jednej z kanap należących do klubu. Obok niego siedział Jai wpatrujący się w sufit.
- Od kiedy Flappy bird potrafi latać? - Zapytał wskazując pustą przestrzeń nad sobą.
James siedział na drugim końcu pubu i palił sziszę w otoczeniu tancerek i jakichś facetów.
- Hej chłopaki…? Co myślicie o Sally?
- Jest całkiem spoko. – Stwierdził Luke i w tej samej chwili przysiadł się do nas James.
- O czym gadacie? – Zapytał.
- O Sally. – Powiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Muszę wam powiedzieć, że polubiłem ją. Może to jednak nie był zły pomysł, żeby zabrać ją w trasę. – Przyznał najmłodszy chłopak a reszta pokiwała głowami.
- A nie mówiłem? Jak ja czasem coś wymyślę… - Zachichotałem.
- Dużo spędzasz z nią czasu. Czy my o czymś nie wiemy? – Jai poruszył zabawnie brwiami a ja się roześmiałem.
- Ona mi się nie podoba. Traktuję ją raczej… jak siostrę, której nigdy nie miałem. – Powiedziałem. – Ostatnio zdradziła mi swoją tajemnicę. – Pochwaliłem się przyjaciołom a oni spojrzeli na mnie zdziwieni. Jezu, byłem naprawdę pijany.
- Nie zalewaj, co ci powiedziała? – Daniel włączył się do rozmowy i wtedy oprzytomnialem. Przynajmniej na tyle, żebym mógł zrozumieć co właśnie powiedziałem.
-A, różne takie… kto jej się podoba czy coś. – Odparłem wymijająco i postanowiłem zmienić temat. – A jak z tobą Skip, podoba ci się Sally?
- Wydaje się fajna, ale nie podoba mi się. Nie w ten sposób. – Chłopak podrapał się po głowie a ja od razu wyczułem, że coś kręci. Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Jasne, wszyscy wiemy o waszym romansie. – Luke wziął do ręki małą szklaneczkę, w której znajdowało sie jeszcze trochę alkoholu.
- Co ty pierdolisz? Nie ma żadnego romansu. Sally mi się NIE PODOBA! – Warknął chłopak i poszedł sobie.
James pobiegł za Skipem a ja i bliźniacy zostaliśmy.
- Co go ugryzło??? – Zapytałem sam siebie.
- Chłopak szaleje z miłości do naszej małej koleżanki. – Westchnął Luke dopijając wódkę. - Po prostu nie chce się do tego przyznać.
- No nie wiem. Nie wyglądał mi na zakochanego kiedy na ciebie krzyknął. - Jai pokręcił głową zdekoncentrowany a ja przyznałem mu rację.
- Mogę się z wami założyć, że jeszcze będą razem. - Powiedział Luke a ja i młodszy bliźniak spojrzeliśmy na siebie znacząco.
- O co? - Zapytałem a chłopak uśmiechnął się.
- Ten kto przegra... musi wyjść na ulicę w samych gaciach.
- Też mi wyzwanie. - Prychnął Jai.
- Nie będziecie tak mówić kiedy będziecie biegać nago po mieście. - Luke zaśmiał się a ja zirytowani przytaknąłem głową.
- Wchdzimy w to. - Jai popatrzył na mnie jak na wariata, ale ja mierzyłem się spojrzeniami z jego bliźniakiem.
Bez słowa uścisneliśmy sobie ręce i wstaliśmy od stołu.
- Już nie mogę się doczekać. - Luke uśmiechnął się złośliwie i we troje wyszliśmy z klubu.
Daniel i James już czekali na nas w vanie.
* * *
Stałam przed lustrem w łazience w samym ręczniku i myłam twarz. Była 12.00 a chłopcy nadal nie wracali. Co dziwne nawet się o nich nie martwiłam. Sami potrafią o siebie zadbać.
Przebrałam się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach i spakowałam kosmetyczkę, którą chwilę potem schowałam do torby. Wcześnie rano przyszedł Roonie i uprzedził mnie, że mamy dzisiaj samolot do Danii więc zaczynałam się już powoli pakować. Trochę się stresowałam bo po pierwsze, to będzie mój pierwszy lot samolotem, a po drugie, bałam się bo to jest trochę daleko od Londynu. Trochę bardzo. Miałam nadzieję, że rodzice nie dowiedzą się o tym, że podróżuję z pięcioma chłopakami po świecie. To mogłoby im się nie spodobać.
Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju weszli chłopcy. Wyglądali potwornie, jakby całą noc przespali w ciasnej przestrzeni, ale przynajmniej żyli.
- O, jesteście. - Powedziałam i zapięłam sówak torby podróżnej. - Tak, cali i zdrowi ze wszystkimi nażądami wewnętrznymi. - Luke westchnął z zadowoleniem siadając na krześle i opierając nogi na moim bagażu. Już nawet nie pytałam, dlaczego nie miał jednego buta. - Nie sądzę, brakuje ci mózgu. Pewnie ktoś go zabrał kiedy spałeś. - Syknęłam i zepchnęłam jego stopy z mojej torby. - Ranisz moje uczucia. - Zachichotał chłopak a ja chcąc nie chcąc uśmiechnęłam się. - Nie powinniście się pakować? - Zapytałam zdziwiona faktem, że chłopcy położyli się na łóżkach. - Powinniśmy. - Odparł krótko Jai a ja straciłam chęć na rozmawianie z nim. - Gdzie byliście dzisiaj w nocy? - Popatrzyłam na Beau pytająco. - Spaliśmy w samochodzie, jeszcze nie jesteśmy tak szaloni, żeby jeździć po pijaku. - Powiedział to tak, jakby to było oczywiste. No dla mnie nie było. - Musicie się pakować. - Stwierdziłam a reszta jęknęła. - Daj nam spokój kobieto. - Zawył chłopak ze snapbackiem. - Dobra, nie dajecie mi wyboru. - Westchnęłam i zabrałam się do pracy. - Co robisz? - Zapytał James podnosząc głowę. - Pakuję was. - Powiedziałam i wzięłam w ręce wszystkie ciuchy walające się po pokoju. Byliśmy tu tylko jeden dzień a pokój wyglądał jak po szalonej imprezie. - I co, pewnie poukładasz wszystko w kolorach tęczy? - Zażartował Jai a ja popatrzyłam na niego z politowaniem. - Co ty, myślisz, że mi się chcę? Powkładam wszystko byle jak i gotowe. - Chłopcy spojrzeli na mnie zdziwieni a ja wzruszyłam ramionami.
Nagle otworzyły się drzwi i do pokoju weszli chłopcy. Wyglądali potwornie, jakby całą noc przespali w ciasnej przestrzeni, ale przynajmniej żyli.
- O, jesteście. - Powedziałam i zapięłam sówak torby podróżnej. - Tak, cali i zdrowi ze wszystkimi nażądami wewnętrznymi. - Luke westchnął z zadowoleniem siadając na krześle i opierając nogi na moim bagażu. Już nawet nie pytałam, dlaczego nie miał jednego buta. - Nie sądzę, brakuje ci mózgu. Pewnie ktoś go zabrał kiedy spałeś. - Syknęłam i zepchnęłam jego stopy z mojej torby. - Ranisz moje uczucia. - Zachichotał chłopak a ja chcąc nie chcąc uśmiechnęłam się. - Nie powinniście się pakować? - Zapytałam zdziwiona faktem, że chłopcy położyli się na łóżkach. - Powinniśmy. - Odparł krótko Jai a ja straciłam chęć na rozmawianie z nim. - Gdzie byliście dzisiaj w nocy? - Popatrzyłam na Beau pytająco. - Spaliśmy w samochodzie, jeszcze nie jesteśmy tak szaloni, żeby jeździć po pijaku. - Powiedział to tak, jakby to było oczywiste. No dla mnie nie było. - Musicie się pakować. - Stwierdziłam a reszta jęknęła. - Daj nam spokój kobieto. - Zawył chłopak ze snapbackiem. - Dobra, nie dajecie mi wyboru. - Westchnęłam i zabrałam się do pracy. - Co robisz? - Zapytał James podnosząc głowę. - Pakuję was. - Powiedziałam i wzięłam w ręce wszystkie ciuchy walające się po pokoju. Byliśmy tu tylko jeden dzień a pokój wyglądał jak po szalonej imprezie. - I co, pewnie poukładasz wszystko w kolorach tęczy? - Zażartował Jai a ja popatrzyłam na niego z politowaniem. - Co ty, myślisz, że mi się chcę? Powkładam wszystko byle jak i gotowe. - Chłopcy spojrzeli na mnie zdziwieni a ja wzruszyłam ramionami.
WYBACZCIE PROBLEMY TECHNICZNE -,- I SORRY, ŻE DZISIAJ TAK PÓŹNO DODAŁAM, ALE MAM W PONIEDZIAŁKI ZAJĘCIA.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Rozdział 6
ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ W PONIEDZIAŁKI TAK, ŻEBY SIĘ PO SZKOLE ZRELAKSOWAĆ :DD PROSZĘ, KOMENTUJCIE
- Nie podoba mi się to. - Powiedział Luke próbując wcisnąć się w moją
bluzkę.
- A moim zdaniem to bardzo dobry pomysł. - Beau włożył perukę i okulary
przeciwsłoneczne. Gdyby miał na sobie coś bardziej dziewczęcego niż shorty i
zwykły T-shirt byłabym w stanie uwierzyć, że jest dziewczyną. Bardzo brzydką,
ale jednak.
- Musisz się przebrać. - Stwierdziłam i rzuciłam chłopakowi coś
odpowiedniego.
- Podobają mi się moje nowe włosy.- James przeglądał się w lustrze już
od kilku minut. Miał na sobie moją starą, rozciągniętą sukienkę.
- Jeez, chyba się zakochałem. - Zaśmiał się Daniel przyglądając się
swojemu odbiciu.
Kiedy, jak mi się zdawało, wszyscy byli już poprzebierani za dziewczyny
wyszliśmy z pokoju. Gdy mijaliśmy recepcję menager chłopaków - Roonie -
popatrzył na nas dziwnie.
- Wychodzimy na miasto. - Jai pomachał kopertówką, którą ode mnie dostał
i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Kazałam chłopakom poczekać w środku dopóki fanki
sobie nie pójdą.
Na zewnątrz było strasznie głośno i tłoczno. Młode dziewczyny stały z
transparentami i plakatami chłopaków, i śpiewały ich piosenki.
- Hej!!! - Krzyknęłam a nastolatki popatrzyły na mnie. - Widziałam jak
wychodzili tyłem. - Zrobiłam taką minę jakbym miała zaraz zemdleć a tłumy z
wrzaskiem popędziły na parking.
- No to mamy je z głowy. - Wyszeptał Jai i spokojnie ruszyliśmy w stronę
centrum. Było bardzo ciepło, ale wiał lekki wiatr więc było nam w sam raz.
Przechodnie oglądali się za nami.
Ale nie tylko dlatego, że chłopcy śmiesznie wyglądali. Po prostu
zachowywali się... jak oni. Machali ludziom i wysyłali całusy każdemu młodemu
chłopakowi jakiego zobaczyli. Oni są nienormalni.
- Cześć przystojniaku. - Powiedział Beau podchodząc do stoiska z lodami.
- Poproszę pięć rożków dla mnie i dla moich psiapsiółek. - Chłopak zatrzepotał
rzęsami a sprzedawca wystraszony otworzył zamrażarkę.
- Jakie smaki?
- Dla mnie smerfowe. - Beau.
- Dla mnie czekoladowe. - Ja.
- Dla mnie guma balonowa. - Jai.
- Dla mnie truskawkowe. - Daniel.
- Dla mnie kawowe. - James.
- Dla mnie mientowe. - Luke.
I tak o to poszliśmy dalej delektując się naszymi lodami. Po drodze
minęliśmy jakiś kościół, który nie wydał nam się zbyt interesujący.
- Mogę spróbować? - Daniel podszedł do mnie i wskazał mojego rożka. Co
prawda zostało mi już mało, ale oddałam mu wafelek. - Masz w zamian mojego. -
Powiedział i oddał mi swojego loda.
Przed nami szli bracia Brooks i James, którzy wymienili między sobą zaniepokojone
spojrzenia. Luke wyrównał ze mną krok.
- Sally. - Szepnął mi do ucha. - To naprawdę musi być miłość. Skip nigdy
nie podzieliłby się z własnej woli lodami truskawkowymi. - Spojrzał na mnie
poważnie a ja odepchnęłam go od siebie. - Ostrzegałem. - Podniósł ręce w geście
rezygnacji i odszedł. "Kurwa, chyba znowu się czerwienię!".
- Jakieś centrum handlowe. Wchodzimy? - Zawołał Jai i zmieniliśmy
kierunek. Weszliśmy do budynku przez drzwi obrotowe i zaczęliśmy przechadzać
się po nim. Tak niby od niechcenia. Przed wyjazdem wzięłam ze sobą trochę kasy,
ale nie sądziłam, że będzie mi potrzebna. Nie mam świra na punkcie kupowania
ubrań.
Kiedy po raz kolejny pokłóciliśmy się o to gdzie mamy iść postanowiłam
działać.
- Hej, może się rozdzielimy i spotkamy na przykład za godzinę przy
wyjściu? - Zaproponowałam a chłopcy się zgodzili. - Tylko dajcie swoje numery
bo jeszcze się zgubicie. - Wymieniliśmy się numerami telefonów i każdy poszedł
w swoją stronę. Ja kierowałam się raczej do sklepów z ciuchami bo inne zupełnie
mnie nie interesowały.
Chodziłam między wieszakami pełnymi drogich ubrań i rozglądałam za czymś
co mogłoby mi się spodobać. I wtedy ją zobaczyłam. Ta bluzka była wspaniała.
Podeszłam bliżej i wzięłam ją do ręki. Została ostatnia i to w moim rozmiarze!
Muszę ją sobie kupić.
- Dzięki, że mi ją przytrzymałaś. - Usłyszałam i ubranie zostało mi
wyrwane z dłoni.
- Byłam pierwsza. - Popatrzyłam groźnie na blondynkę w żółtym topie.
- No właśnie, była pierwsza. - Obok mnie stanął Daniel. Mój wybawca.
Nastolatka zrobiła wielkie oczy (chyba go poznała pomimo przebrania) a ja
wykorzystując chwilę nieuwagi odebrałam jej moją zdobycz.
- Możemy iść. - Powiedziałam.
- Eee... - Dziewczyna nadal była w szoku.
Już odchodziliśmy kiedy chłopak odwrócił się do nastolatki.
- A ten twój błyszczyk to się wcale nie błyszczy królewno. - Nie byłby
sobą gdyby tego nie powiedział.
- Ale jej przygadałeś. - Zachichotałam a Skip uśmiechnął się.
Podeszliśmy do kasy i zapłaciłam za to cudo.
- Dzięki, że mi pomogłeś. - Wyszeptałam.
- Nie ma za co. To gdzie teraz idziemy? - Całą godzinę spędziliśmy
robiąc sobie żarty z ludzi. Miło nie? Gdy przechodziliśmy obok jakiejś pizzeri
zaburczało mi głośno w brzuchu. - Poczekaj, zadzwonię po chłopaków i pójdziemy
coś zjeść. - Daniel oddalił się na stronę a ja spokojnie czekałam. Podczas
rozmowy żywo gestykulował i conajmniej kilka razy walnął się ręką w czoło w
akcie załamania. Ciekawe o co chodziło...
* * *
- Ej... EJ! Zamknąć japy, Skip dzwoni! - Krzyknąłem a Jai i Luke
przestali gadać. - Tak?
- Hej stary, posłuchaj, może byśmy coś zjedli? Bo Sally jest
straaaasznie głodna i...
- Ooo, jesteś z Sally? - Zapytałem a bliźniacy zainteresowani zaczęli
się przysłuchiwać rozmowie.
- No, tak.
- Coś się święci, mówię wam. - Zwróciłem się do braci a oni
zachichotali.
- O co ci chodzi? - Usłyszałem podenerwowanie w głosie blondyna.
- O nic. Mówię tylko, że już niedługo będzie z was para.
- Wcale, że nie! - Sprzeciwił się Daniel. - To gdzie się spotykamy?
- Próbujesz zmienić temat? To musi coś oznaczać. - Zaśmialem się a po
drugiej stronie zapadła cisza. - No dobra, dam ci spokój. Ale jeszcze wrócimy
do tej rozmowy.
- Aha, jasne. - Prychnął chłopak.
- Spotykamy się pod KFC za dwadzieścia minut bo musimy zgarnąć Jamesa ze
sklepu elektronicznego.
- To nara. - Blondyn rozłączył się. Chyba miał mnie dość.
- Chłopaki, idziemy po Jamesa. - We trójkę poszliśmy do sklepu, w którym
ostatni raz widzieliśmy chłopaka z nadzieją, że jeszcze tam będzie. I był. Stał
przy kasie zawalony najnowszymi sprzętami, których nazw nawet nie znałem.
- James, idziemy coś zjeść. Idziesz z nami?
- Tak, zaraz, tylko za to zapłacę. - Pokręciłem głową z niedowierzaniem
i następne dziesięć minut staliśmy i czekaliśmy na naszego przyjaciela, który
pakował do torby swoje rzeczy.
- Dowidzenia pani. - Powiedział sprzedawca a my poszliśmy dalej.
- Zupełnie zapomniałem, że jestem dziewczyną. - Stwierdził czarnowłosy
poprawiając perukę.
Po drodze spojrzeliśmy na mapę centrum, żeby znaleźć KFC i wiedząc już
gdzie mamy iść udaliśmy się w miejsce spotkania.
Czekali tam na nas Daniel i Sally, którzy niecierpliwie wypatrywali nas
w tłumie ludzi.
- To kto jest głodny? - Podszedłem do nich i uśmiechnąłem się.
- No nareszcie! - Sally weszła do fast food'u nawet na nas nie czekając.
*
* *
Kolejna porcja frytek wylądowała w mojej buzi. Ludzie dookoła nas przypatrywali
mi się. Nie wiem dlaczego...
- Nie obraź się Sally, ale jesteś chyba jedyną dziewczyną jaką znam,
która tyle żre. - Luke wzruszył ramionami kiedy popatrzyłam na niego groźnie. -
Niektóre dziewczyny jedzą sałatki, niektóre nie jedzą nic a ty jesz za
wszystkich. - Muszę przyznać, że to prawda. Uwielbiam jedzenie.
- Mogłabyś się czymś podzielić. - Powiedział nadąsany Beau a reszta
pokiwała głowami. Niechętnie dałam im tackę z jedzeniem a oni rzucili się na
nią jak na zwierzęta. PHI. Przynajmniej Crusher mi został.
Reszta dnia minęła raczej spokojnie. Sorry, że tak bez opisu, ale
naprawdę nie chcielibyście tego słuchać.
Kiedy wróciliśmy do hotelu dosłownie padaliśmy z nóg. Chłopcy od razu
przebrali się w coś wygodnego a ja postanowiłam pójść się wykąpać.
"Nareszcie wypróbuję te olejki zapachowe!". Zamknęłam się w łazience
i zaczęłam napełniać wannę wodą.
Zrelaksowałam się i zaczęłam myśleć. O tym co ostatnio działo się w moim
życiu. "Minęło zaledwie kilka dni. KILKA DNI znam Janoskians osobiście. A
czuję jakbym znała ich od zawsze..."
- SALLY! DŁUGO BĘDZIESZ TAM SIEDZIEĆ? SIKAĆ MI SIĘ CHCE!!! - Krzyczał
Jai.
- A od czego masz okno? - Zapytałam zdenerwowana i wróciłam do
rozmyślań.
"Beau jest fajny, ale traktuję go raczej jako przyjaciela a nie
potencjalnego chłopaka. On pewnie też tak o mnie myśli. Za to Daniel... Zawsze
lubiłam go najbardziej a teraz mam szansę. On mnie uwarza pewnie za zwykłą
fankę, ale ja mu pokażę. Tak. Jeszcze będzie mój 👹"... Czasem boję się
własnych myśli.
Po dłuuuugich rozmyślaniach na różne tematy wyszłam wreszcie z wody i
wytarłam się ręcznikiem. Przebrałam się w krótkie, dresowe spodenki i bluzkę na
ramiączkach po czym wyszłam z łazienki.
- W końcu. - Powiedział młodszy bliźniak i wbiegł do pomieszczenia, z
którego właśnie wyszłam.
- Co ty tam robiłaś? - Zapytał Beau a ja tylko wzruszyłam ramionami i
rzuciłam się na wolne łóżko. Pościel była taka chłodna i przyjemna w dotyku,
prawie zasypiałam kiedy ktoś mnie szturchnął w bok.
- To jest moje łóżko. - Powiedział Daniel a ja niezdolna do protestów
zrobiłam chłopakowi trochę miejsca.
- Jest tylko pięć łóżek. - Zauważył Luke. - Ktoś będzie musiał spać na
podłodze.
- Albo ktoś będzie się musiał podzielić z Sally. - Poweidział Beau. - Ja osobiście nie
mam nic przeciwko, żebyś spała ze mną. - Zwrócił się do mnie a ja się
uśmiechnęłam. Wstałam z posłania Skipa i skoczyłam na najstarszego chłopaka,
który jęknął pod moim ciężarem.
- Musisz wiedzieć, że strasznie się rozpycham. - Zaśmiałam się a chłopak
pode mną zaczął się wiercić.
- Zmieniam zdanie. - Wyjąkał i walnął mnie swoją poduszką.
- Tej wojny nie wygrasz. - Wysyczałam dusząc go swoim jaśkiem.
Zdesperowany rzucił poduszką na chybił trafił i zamiast trafić we mnie trafił w
Jamesa, który robił coś na komputerze.
- No nie! - Brunet się zdenerwował. Od tego momentu było już tylko
gożej. To była prawdziwa wojna poduszkowa. Każdy na każdego. Pieże latało po
całym pokoju a my tażaliśmy się po podłodze.
- Rozejm! ROZEJM!!! - Krzyknął Luke kiedy usiadłam na nim i zaczęłam bić
go moim jaśkiem. Spojrzałam na niego z politowaniem i podniosłam się z ziemi.
- Znaj moją dobroć. - Powiedziałam i wykończona położyłam się do łóżka.
Chwilę później dołączył do mnie Beau i zgasił małą lampkę stojącą na szafce.
- Dobranoc wszystkim. - Szepnęłam. Starałam się zasnąć i choć byłam
naprawdę zmęczona nie potrafiłam tego zrobić.
Przewracłam się z boku na bok a leżący obok mnie chłopak pochrapywał
cicho zabierając mi kołdrę. W końcu odpłynęłam. Nie wiem jak mi się to udało.
* * *
- Dzień dobry! - Krzyknął Beau a ja otworzyłam oczy. - Jak się spało
królewno? - Zapytał a ja leniwie się przeciągnęłam.
- Całkiem nieźle. - Wychrypiałam zaspana i popatrzyłam na zegarek. -
Beau...
- Tak?
- Jest siódma rano.
- No wiem, ale strasznie mi się nudziło.
- Aha. - Przewróciłam się na drugi bok i naciągnęłam kołdrę na głowę.
- Sally. - Chłopak zaczął mnie dziugać palcem w plecy.
- Daj mi spokój! - Warknęłam.
- Sama się o to prosisz. - Zagroził i zaczął mnie łaskotać. Próbowałam
się nie śmiać zbyt głośno bo tylko my nie spaliśmy, ale nie mogłam się
powstrzymać. Miotałam się na łóżku aż w końcu spadłam na ziemię zaplątana w
kołdrę.
- Co się dzieje? - Jai przetarł oczy i popatrzył tempo w przestrzeń.
Zrzuciłam z siebie pościel i podeszłam do niego na palcach.
- Nic, kochanie, idź dalej spać. - Pogłaskałam nastolatka po głowie a on
spowrotem opadł na poduszkę.
Dzięki Beau nie chciało mi się już spać więc chodziłam bez celu po
pokoju. Najstarszy chłopak polazł do łazienki się umyć więc zostałam sama. Nie
licząc czwórki śpiących nastolatków oczywiście.
Przysiadłam na skraju łóżka Skipa. Wyglądał przesłodko kiedy spał.
Miałam ochotę poczochrać jego blond włosy sterczące na różne strony.
- Czy on ci się podoba? - Drgnęłam zaskoczona kiedy usłyszałam głos
Beau.
- Eee.. - Nie wiedziałam co powiedzieć. Prawdę mówiąc nie chciałam w
ogóle nic mówić. Odwróciłam się do 20-latka, który stał metr ode mnie w samym ręczniku i z mokrymi włosami. - Nie jest ci zimno? - Zmieniłam temat i spojrzałam na termometr, który wisiał na ścianie koło okna. 23 stopnie w pokoju. Ja to mam farta.
- Tak, czy nie? - Chłopak spojrzał na mnie zaciekawiony a ja poczerwieniałam.
- Tak... nie... to znaczy... nie wiem. - Zmieszana podrapałam się po głowie.
- Plączesz się w zeznaniach Sally. - Popatrzyłam na Beau z powagą a ten nawet nie drgnął. Tylko oczy go zdradzały.
- Ty żartujesz, prawda? - Szatyn uśmiechnął się a ja zła na siebie i na niego walnęłam się ręką w czoło. Tak mocno uderzyłam, że pewnie został czerwony ślad. Chociaż i tak nie byłoby tego widać bo cała aż płonęłam ze wstydu.
- Wyluzuj mała. Nikomu nie powiem.
- Ale ja... ja naprawdę nie wiem co o tym wszystkim myśleć. - Wyjąkałam zrozpaczona podpierając głowę na rękach. - Nie mam pojęcia co robić.
- Na razie nic nie rób. Jeżeli podobasz się Danielowi to on ci sam to powie. Uwierz mi. Ale na razie minęło za mało czasu.
- Mhm. - Przytaknęłam.
- Jeżeli chcesz to mógłbym zapytać Skipa o ciebie. Jakbyś chciała. - Zastanowiłam się nad pomysłem chłopaka, ale po chwili go odrzuciłam.
- Nieee, on nie może wiedzieć. Nikt nie może. - Szepnęłam. - Nikomu nie piśnij nawet słowa, rozumiesz?
- Jasne. Przysięgam, że nikomu nie powiem.
- Przysięgnij na mały palec. - Wyciągnęłam do niego rękę a on złapał swoim palcem mój palec.
- To będzie nasza słodka tajemnica. - Powiedział Beau. "To się jeszcze okaże" pomyślałam i weszłam do łazienki.
- Tak... nie... to znaczy... nie wiem. - Zmieszana podrapałam się po głowie.
- Plączesz się w zeznaniach Sally. - Popatrzyłam na Beau z powagą a ten nawet nie drgnął. Tylko oczy go zdradzały.
- Ty żartujesz, prawda? - Szatyn uśmiechnął się a ja zła na siebie i na niego walnęłam się ręką w czoło. Tak mocno uderzyłam, że pewnie został czerwony ślad. Chociaż i tak nie byłoby tego widać bo cała aż płonęłam ze wstydu.
- Wyluzuj mała. Nikomu nie powiem.
- Ale ja... ja naprawdę nie wiem co o tym wszystkim myśleć. - Wyjąkałam zrozpaczona podpierając głowę na rękach. - Nie mam pojęcia co robić.
- Na razie nic nie rób. Jeżeli podobasz się Danielowi to on ci sam to powie. Uwierz mi. Ale na razie minęło za mało czasu.
- Mhm. - Przytaknęłam.
- Jeżeli chcesz to mógłbym zapytać Skipa o ciebie. Jakbyś chciała. - Zastanowiłam się nad pomysłem chłopaka, ale po chwili go odrzuciłam.
- Nieee, on nie może wiedzieć. Nikt nie może. - Szepnęłam. - Nikomu nie piśnij nawet słowa, rozumiesz?
- Jasne. Przysięgam, że nikomu nie powiem.
- Przysięgnij na mały palec. - Wyciągnęłam do niego rękę a on złapał swoim palcem mój palec.
- To będzie nasza słodka tajemnica. - Powiedział Beau. "To się jeszcze okaże" pomyślałam i weszłam do łazienki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)